czwartek, 30 kwietnia 2015

Koncerniaki z Węgier - Dreher i Soproni


Nadrabianie zaległości ciąg dalszy. Jakiś czas temu dostałem od kolegi Rafała piwa z Węgier. Nie jakieś krafty ale zwykłe koncerniaki dostępne w każdym sklepie. Są to piwa ogółnodostępne i jak się dowiedziałem są najczęściej tam kupowane. W Polsce się ich raczej nie spotka więc musiałem troszkę pogrzebać w sieci o co w ogóle kaman z tymi piwami a oto co ciekawego się dowiedziałem:

Piwo Dreher zostało uwarzone w browarze Dreher Sorgyarak Zrt który mieści się w Budapeszcie a nazwa browaru pochodzi od nazwiska Antala Drehera który był twórcą stylu Schwechtater Lagerbier czyli typowego Vienna Lager. Piwo Dreher sprzedawane jest także w butelkach. Już przy otwarciu oczom moim ukazało się piwo o mocno jasnej, słomkowej barwie i bardzo klarownej, W aromacie odrobina słodu i ja się pytam czemu to piwo jest nazywane Vienna Lager skoro nie ma z nim nic wspólnego....? Gdzie te słody ja się pytam ? W smaku znów ta odrobina słodu i mocno wyczuwalna kukurydza.Goryczki praktycznie nie uświadczymy chyba że taka minimalna na początku po przełknięciu piwa. Jedynie co ratuje to piwo nasycenie na odpowiednim poziomie, ot tak aby spragniony mógł szybko wypić i zapomnieć. Mam wrażenie że to piwo niczym się nie różni od typowych euro lagerów których pełno na półkach w każdym europejskim kraju, Świadczy nawet o tym kolorystyka puszki która bardzo nawiązuje do Heinekena czy innego Carlsberga.

W drugim przypadku internety o piwie Soproni milczą. Dowiedziałem się tylko tego że nazwa piwa/browaru pochodzi od nazwy miasta i tego że chyba sponsorują jakiś klub piłkarski z tego miasta, I podobnie jak wyżej lejemy do szkła piwo o słomkowej i zdecydowanie za jasnej barwie. Z pianą to były jaja bo na początku może i ładna biała ale znikła w bardzo szybkim czasie. Zapach to znów lekkie słody i kukurydzka. Ale tu zaskoczenie, pomimo tego że piwo jest lekko wodniste to całkiem przyjemnie mi się to piwo piło. Było lepsze od poprzedniego i całkiem pijalne.  Odpowiednio schłodzone z nasyceniem na dobrym poziomie okazało się całkiem





poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Śrup - Szałpiw (retro recenzja vol. I)

Pora na jedna z wielu retro recenzji które wkrótce się pojawią. Teraz kolej na piwo Śrup z browaru Szałpiw. Piwo jest w stylu Black Ipa. Piłem je sobie w pubie U Fotografa a w tle na zdjęciu widzicie kawałek Lublina. Kurczę, bardzo lubię ten pub ale kiedyś będzie więcej o tym. Ale teraz skupmy się na piwie, Jak widzicie na zdjęciu dostałem je w butelce i po nalaniu oczom moim ukazała się piękna beżowa piana która utrzymywała się bardzo długo, Pięknie wyglądała i świadczy to o dobrej jakości piwa. Od razu też dostajemy po nosie amerykańskim chmielem i stosunkowo małą ilością ciemnych nut. Mamy tu trochę kawy, czekolady i palonych słodów, Lubię taką kompozycję i zawsze kojarzy mi się to z aromatem prażonego słonecznika, Kolor mamy nie taki znów czarny bo spotkamy się tu z rubinowymi refleksami ale i tak pasuje do stylu. Pierwsze łyki bardzo mi się spodobały, Mamy tu konkretna, sporą goryczkę na poziomie około 60 IBU co w połączeniu z amerykańskim chmielem, lekką cytrusowością i palonymi akcentami w stylu kawy i czekolady daję naprawdę świetne piwo. Mamy też sporo nut żywicznych co w połączeniu z całą resztą znów daje ten fajny słonecznikowy efekt. Nasycenie mamy tu na poziomie niskim przez co piwo piło mi się niesamowicie szybko, miało świetną pijalność, I na końcu picia tego piwa spotkałem się z czymś ciekawym, piwo jest niefiltrowane i przy ostatnich łykach natknąłem się na drobinki chmielu które pałętały się po spodzie szklanki. To dowód na to że piwo warzy się przy użyciu prawdziwego chmielu :-D

środa, 22 kwietnia 2015

A ja pale ale


Apa od Pinty. Przed tym piwem wcześniej piłem Atak Chmielu i nie tylko ja zauważyłem spadek formy tego jakby nie było kultowego już piwa. Coś w nim nie było tak.... Ale tu miało być o Ja pale ale. Znów mamy ciekawą grę słów co chyba stało się już tradycją browaru Pinta. Mamy tu piwo w styl APA o mocy 4,5 % alkoholu i 12 % ekstraktu. a IBU mamy tu 41. To produkcji piwa użyto takich chmielów jak Columbus, Chinook, Cascade i Simcoe. Mamy więc tutaj całą masę ameryki. Po przelaniu do szkła widzimy dość jasną, słomkową barwę i co trzeba pochwalić ładną i drobną białą pianę. Utrzymywała się na piwie do samego końca. Naprawdę wzorcowy wygląd. Wącham i czuję dużo cytrusów i trochę iglaków. Spodziewałem się więcej po takiej bombowej mieszance chmielu ale i tak jest przyjemnie. Konkretnie pachnie i przyciąga uwagę. Pierwszy łyk i dalej mi się podoba, spora ilość białych owoców, cytrusów i żywica. Goryczka wyczuwalna i przyjemna, pasuje do tej kompozycji, Nie jest to jakaś siekiera ale przy takiej mocy i ekstraktcie  i przy sporym nasyceniu otrzymujemy bardzo pijalne i sesyjne piwo. W sam raz na ciepłe dni, Dobrze będzie się piło w lecie.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

So far so dark - Alebrowar/Artezan

Jadąc znów na Roztocze spotkała mnie miła niespodzianka. A mianowicie So far so dark wyprodukowane w kooperacji Alebrowaru z browarem Artezan. Jest to robust porter z kawą i lukrecją. Uwielbiam ciemne piwa a w szczególności wszelakie stouty i portery więc bardzo się ucieszyłem widząc to piwo na sklepowej półce. Nic dziwnego bo malowana butelka robi taką robotę że maskara, bardzo mi się podoba i pasuje do stylu. Szkoda że w miarę picia piwa w butelce już nie robi się tak so far so dark... Połączenie koloru piwa z malowaną butelką daje piorunujące wrażenie. To jedna z ładniejszych butelek jakie widziałem.

Już przy nalewaniu piwo robi dobre wrażenie, piwo jest czarne z rubinowymi refleksami pod światło. Pianę mamy drobną i beżową i długo utrzymującą się i jest to nie ostatnie moje skojarzenie tego piwa ze stoutem. W aromacie mamy duużo kawy i palonych słodów. O rany ale to nieźle pachnie. Skojarzenia z espresso są tu bardzo pożądane. Mamy też tutaj sporo czekolady i aromaty chmielowe też można wyczuć. Lukrecji jakoś nie wyczułem ale to chyba dobrze bo nie przepadam za tym aromatem i smakiem.

Pierwszy łyk i o od razu wyczuwamy gładkość i masę kawy plus palone słody. Czekoladę też znajdziemy co w połączeniu z lekką kwaskowością też z nich wynikającą daje ciekawe doznania smakowe. Czujemy  lekkie biszkopty a to z przyczyny użycia słodu Biscuit i przez ten smak przypomina mi to odrobinę piwa w stylu brown porter. Co ciekawe goryczka jest tu nawet spora i dość wyczuwalna. Piwo jest tak niesamowicie pijalne i przyznam się bez bicia że wypiłem je na trzy razy i wypiłbym tak jeszcze kilka co jest mocno zdradliwe przy 6,2 % alk. Nasycenie jest na poziomie średnim co bardzo pasuje do tego stylu.

Polecam to piwo bardzo choć wiem że będzie ciężko dostępne ale naprawdę warto spróbować, Czuć w tym piwie duży kunszt piwowarów Z browaru Artezan co tym bardziej nie nakręciło do spróbowania tego piwa i powiem wam że warto było.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Ursa Megaloman

Ostatnie rozliczenie się z Konsumenckim Konkursem Piw na Krasnostawskich Chmielakach 2014.  Te oto piwko w swojej kategorii piw zdobyło trzecie miejsce. I taka uwaga, jaki jest sens wrzucać do jednej kategorii wszystkie dostępne piwa o podwyższonej goryczce a mam na myśli wszystkie piwa w stylu IPA, AIPA, ESB, agnielskie piwa w stylu ale i co tam jeszcze można, Jak mnie to nie zdziwiło gdy na podium znalazło sie po kolei: Podróże Kormorna AIPA, Lwówek Jankes i rzeczona Ursa Megaloman.... Przecież to oczywiste że taki angielskie piwa w stylu ale nie ma co porównywać z taką AIPĄ... Szkoda wielu dobrych które mimo dobrej klasy i tak nigdy nie wygrają z takim stylem a szkoda. Mam nadzieję że w tym roku się to zmieni.

Właśnie na tym trzecim miejscu uplasowała się Ursa ze swoim Megalomanem, Nie piłem wcześniej tego piwa i od razu gdy spróbowałem na konkursie w niewielkiej ilości wiedziałem że będę musiał odwiedzić stoisko Ursy Maior które mieściło się na wysokości Poczty Polskiej, Przyjemnie rozmawiało się z właścicielką tego mikro browaru panią Agnieszką Łopatą. Któremu właścicielowi browaru chciało by się tłuc na Chmielaki i siedzieć w sobotnim deszczu na stoisku i marznąć jak cholera,,,, no chyba jeszcze panu Grzegorzowi Zwierzynie z browaru Pitna z którym też uciąłem sobie miłą pogawędkę  :) no to jest coś i dlatego właśnie powinno się cenić takich ludzi i ich pracę.

Piwo trafiłem w Zamościu i wypiłem sobie w jednym takim fajnym pensjonacie na roztoczańskim Zwierzyńcu..,, Piwo jest w stylu AIPA o mocy 6,2 % alkoholu i 15 % wag. ekstraktu. Przywitało mnie ciemnobursztynowym kolorem który lekko opalizuje pod światło. Piana bardzo ładna, drobna biała i cholernie długo się utrzymywała, W nos buchnęło mi dużo owoców tropikalnych, cytrusów i spora słodowa baza co jak na piwa w stylu AIPA nie jest często spotykane. W smaku mamy też sporo słodu, cytrusów ciąg dalszy plus sporo iglaków i żywicy. Mam wrażenie że gdzieś mi się przypałętał jakiś dms ale nie psuje bardzo mocno tego piwa. Jest bardzo pijalne i wypicie jego sprawiło mi sporą przyjemność. Nasycenie na poziomie średnim i pasującym. Goryczka na dość sporym poziomie też mi bardzo pasowała. Gdyby to piwo miało tak z procent więcej to przy takiej słodowości można by śmiało to piwo nazwać Imperial Pale Ale na co wcale bym się nie obraził. Warto było kupić i spróbować, To nie były pieniądze wyrzucone w błoto.








niedziela, 5 kwietnia 2015

Komes Porter Bałtycki Jubileuszowy, podwójnie

Okazja była, może na początku mała ale zawsze coś gdy nie używa się reklam i innych metod na podbicie czytalności mojego bloga. To chyba całkiem niezły wynik te 27 000 wejść. Na tą okazję wyjąłem z mojego jedno z moich specjalnych piw i z wielką ochotą zdegustowałem.

Zacznijmy od wyglądu piwa. Ja osobiście patrząc na nie czuję jakiś respekt i podoba mi się bardzo. Ładna malowana butelka z dużą ilością treści. Mamy tu informacje o wygranych nagrodach, szczegółowo i dokładnie podany skład piwa i ogólnie sporo treści.. Piwo ma 9 % alk przy 21 % ekstraktu. Na górze mamy fajne korkowe zamknięcie. Wizualnie bardzo mi się podoba. 

Otwierając to piwo bałem się że może korek może za mocno strzelić ale w sumie nie ma co porównywać piwnego nasycenia do jakiś szampanów. Piwo jakiś czas stało sobie spokojnie w lodówce i korek nie strzelił jakoś mocno, ot tak jak przy otworzeniu zwykłego piwa ale ostrożność zalecam.

Po otworzeniu miło wącha się korek który czuć palonością i kawą i tego też spodziewam się po tym piwie. Piana która na początku ładna i drobna niestety jest marna i znika do niewielkiego pierścienia na krawędzi szklanki. Kolor mamy czarny z rubinowymi refleksami pod światło. Ciekawi mnie jedna rzecz. Podchodzę do tej wersji porteru z taką myślą czy różni się czymś od swojej regularnej wersji czy tylko po prostu jest przelany do tego okolicznościowego szkła. Parametry są te same wiec i pewnie jest tak jak myślę. Trochę szkoda bo mogliby w nim coś extra dodać. W aromacie mamy dużo kawy i paloności. Ten alkohol z czasem się utlenia i nie drażni już tak bardzo ale i tak jest go sporo. Pachnie pięknie i esencjonalnie. Pierwszy łyk mnie powalił. Mamy tu bardzo gładkie piwo w którym mamy bardzo dużo kawy, sporo słodowości a nuty palone są bardzo przyjemne. W pamięci mam wypitego w środę Żywieckiego Portera który był tak mocno przepalony że aż miałem problem z dopiciem go do końca. Tu jest zupełnie inaczej. Picie tego piwa sprawia dużą przyjemność. Mamy tu fajny balans pomiędzy wszystkimi zaletami dobrych porterów bałtyckich. Pomiędzy palonymi słodami, kawą, goryczką i słodkością. Alkohol po ogrzaniu piwa już tak nie drażni jak na początku a samo piwo kojarzy mi się w jakiś sposób ze stoutami. Coś w tym jest i to piwo spokojnie mogłoby się nazywać np imperialny sweet stout. Nawet nie wiecie jak bardzo chcę spróbować tego piwa gdy będzie już leżakowane jakieś dwa trzy lata. Tu jest sporo do układania, np ten alkohol i wtedy będziemy mieli coś naprawdę potężnego.

Jeśli ktoś ma okazję kupić to niech bierze w ciemno od razu kilka butelek. Cena nie jest jakoś ogromnie wielka ale naprawdę warto. Takich specjalnych piw nie mamy aż tak wiele na rynku i dobrze jest mieć takie oto perełki w swojej piwniczce bo z czasem będzie z tego coś naprawdę niezłego....



środa, 1 kwietnia 2015

10,5

No jaja nie? :) ale co tam, nienawidzę tego pseudo święta pasjami ale nie oznacza to że nie mam poczucia humoru, mam. Więc dziś piwo które wróciło po latach niebytu na sklepowe półki. Kampania Piwowarska przypomniała sobie o starej marce sprzed x lat i pomyślała że można by na tym zarobić. Z tej recki można by stworzyć niezły felieton na temat jakim fenomenem było to piwo. Ja sam choć mam już parę latek  za dobrze nie pamiętam tego piwa bo nie te lata były ale do tej pory jak słyszę młodszych kolegów w wieku przed 30stką w stylu: nooo 10,5 to dopiero było piwo !!! ach ten smaaaak!!. Bitch please.... ile wtedy mieliście lat? po 10 ? i już tak piwo żłopaliście? :) to zawsze mnie bawiło. Media rozdmuchały medialny boom na to piwo do granic wytrzymałości, reklamy w tv i radiu RMF FM. Pamiętam że kolega z podwórka miał górski rower  sygnowany marką 10,5 za który wiele ludzi by zamordowało by go mieć w tym i ja. 

Trafiłem na nie w Delikatesach Centrum więc kupiłem bez zbędnych cergieli. Naszła mnie też myśl kto tak naprawdę będzie je kupował i gdzie Kampania Piwowarska widzi swój target. Czy w osobach którzy byli młodzi w połowie lat 90tych myśląc że podejdą do tego z sentymentem czy mieli nadzieje na nowy wielki boom czy marzy im się że obecna młodzież zachowa się tak jak my w latach 90tych..... Tego akurat im nie wróżę....

Podchodziłem do tego piwa jak zupełny świeżak, Nie pamiętam kompletnie jak smakowało to piwo i to chyba dobrze bo podejdę do tego piwa z czystym umysłem, Z drugiej strony czego się można spodziewać po typowej polskiej 10tce tym bardziej koncernowej. Czeską desitką bym nie pogardził ale w tym przypadku mam wachania....Puszka chyba zachowała swój wygląd, Takich morskich opowieści tu już dawno nie czytałem,,,, co tam Doctor Brew czy Alebrowar :) powinni się uczyć od 10,5 :) takich farmazonów dawno nie czytałem. Ale teraz najważniejsze czyli piwo.

Lejąc je do szkła piwo przywitało mnie dość jasną słomkową barwą, lekko złocistą. Piana marna i znów prześladujący mnie od kilu piw syndrom taniej coli. W sumie nie ma się co dziwić przy tak niskim ekstraktcie. Tak, tak, stąd nazwa piwa.  W zapachu mamy delikatną słodowość i niestety sporo kukurydzy która jest tu bardziej wyczuwalna od tego lekkiego słodu. W smaku nie spodziewajmy się czegoś przez co to piwo mocno zapadnie nam w pamięć.... Dalej mamy lekką słodowość, lekko chlebowe nuty które jakoś tam ratują to piwo i praktycznie zerowa goryczka. Nasycenie mamy na pasującym do piwa poziomie i o dziwo nadaje temu piwu sporej pijalności. Czy mamy tu jakieś rażące wady przez które to piwo jest zupełnie niepijalne? No właśnie nie, piło mi się lekko ale czy jeszcze raz powrócę do tego piwa? no jakoś mi się nie spieszy.... Wolę zachować je w pamięci jako coś co było kiedyś fajne bo jak wiadomo kiedyś wszystko było fajne....








piątek, 27 marca 2015

Sanrajza - Browar Pinta

To chyba pierwsze stricte pszeniczne piwo z browaru Pinta a dokładnie mamy tu American Amber Wheat o dziwnej dla mnie nazwie Sanrajza, czy chodzi tu o zachód słońca czy coś zupełnie innego to nie wiem ale po kolorystyce butelki chyba tak. Piwo swoją premierę miało między 14 a 16 listopada 2014 roku na Poznańskich Targach Piwnych.

Piwo jest niefiltrowane i pasteryzowane a do produkcji piwa użyto: słody Weyermenn: pale ale, pszeniczny jasny, Carawheat, Carared. Chmiele takie jak: Columbus, Styrian Golding, Cascade, Amarillo, Centennial. Drożdże Fermentis S-33. Goryczka jest na poziomie 34 IBU. Moc piwa to 5,0% alk przy ekstraktcie 13,1 % wag.

Piwo miałem przyjemność wypić w lubelskim barze U Fotografa w którym mam nadzieję będę częstym gościem. Piwo przywitało mnie wielką i drobną czapą gęstej piany która jest dobrym prognostykiem na przyszłość, jej kolor nie jest typowo biały tylko tak z lekka szarawy. Ta piana od razu kojarzy się z pszenicznym piwem. Kolor mamy tu ciemnego bursztynu, lekko przybrudzona i od razu widać że piwo jest niefiltrowane. W aromacie znajdziemy nuty chmielu amerykańskiego z lekkim kwiatowym aromatem. Zapach pszenicy nie jest jakiś duży i przy tym natłoku cytrusów i żywicy ciężko mi było odnaleźć to czym typowa pszenica się charakteryzuje. Nie za wiele tych goździków i bananów aczkolwiek jest słodko. Ale w smaku jest już tego więcej i oba aromaty bardziej wyczuwalne. Mamy tu karmel, żywice plus sporo drożdży jak na pszeniczniaka przystało. Co do goryczki to jest ona na poziomie średnim i pasującym do tego piwa. Obawiam się że gdyby była np powyżej 50 IBU to mogło by to nie pasować do tego piwa. Nasycenie na poziomie średnim do wysokiego też pasuje. Podnosi pijalność i będzie dobrze przyswajalne w gorące dni. Nie powiem by to piwo zostało moim ulubionym piwem z Pinty aczkolwiek stawiam je dość wysoko wśród ostatnich produktów z tego browaru.





czwartek, 26 marca 2015

Wiśnia w Piwie - Kormoran

Lubię takie okazje, osobiście nie zapłaciłbym za to piwo 5,60 zł ale że do końca terminu zostało jakieś dwa tygodnie to nie było mi szkoda tych 3,49 zł. Lubię piwa z browaru Kormoran i myślę że to solidna firma. Chwalą się że to piwo wyrwało srebrny medal na European Beer Star w 2004 roku więc może być interesująco. To moje drugie piwo w tym tygodniu zawierające sok wiśniowy tyle że mamy go tu o ponad połowę mniej ilościowo na to piwo a dokładnie 4,3 % niż we wcześniejszym Petrus Aged Red. Mam też nadzieję że nie okaże się ono takim koszmarkiem jak Fortuna Wiśniowa. No to lecimy....

Po otworzeniu i przelaniu do szkła widzimy ładny wiśniowy kolor, mocno rozświetlony i klarowny, po prostu ładny. Piana na początku ładna i drobna ma fajny lawinowy efekt ale niestety znów jest syndrom taniej coli ale przynajmniej brudzi szkło. W aromacie mamy delikatną wiśnię. To raczej słodkawy aromat a nie mocno kwaśny i cierpki. Czuć też jakby nutkę goryczki której o dziwo jest tu dość sporo i słodu co dobrze prognozuje na przyszłość. Tak jak jest napisane to Wiśnia w piwie a nie piwo w wiśni....Mocy mamy tu 5,2% alk na 14,5 % wag więc możemy spodziewać sporej słodyczy. No to pijemy. Hmm przypomina to zwykłe piwo z sokiem które za młodych lat popijało się w barach gdy zwykłe piwo już nie wchodziło hehe :) Baza piwna jest dość dobrze wyczuwalna i możliwe jest że wyczuwam chmiel Sybilla. Kurczę, Kormoran chyba sporo tych piw robi na tym chmielu i to jest bardzo dla nich charakterystyczne. Nasycenie jest średnie do niskiego a szkoda bo lepiej by się piło gdyby było wyższe ale i tak jest spora pijalność. Nie ma tu czegoś takiego jak jakaś ordynarna sztuczność przywodząca na myśl jakieś tanie alkohole w stylu plastikowe " bączki". Marka Kormoran zobowiązuje i myślę że wyszli z tego wynalazku obronną ręką. Cieszyłbym się bardziej gdyby to piwo było bardziej kwaskowe i winne ale na szczęście nie ma ulepku. Raczej na plus ale nie wrócę więcej do tego piwa.

wtorek, 24 marca 2015

Harnaś Wysokochmielony :)

Nie ma jak to mieć humor od samego rana, a to dzięki temu że znalazłem ten oto wynalazek na sklepowej półce, wiedziałem o nim już dawno od znajomego z branży a tu proszę zawitało to coś do Krasnegostawu ;) Hasło "wysokochmielony " działa na mnie jak dobry towar na nałogowca więc bez wahania zakupiłem tą nowość. Pora się zapoznać z nową wersją Harnasia. Otwieram i na początku oko cieszy bardzo ładna drobna piana która niestety znów ma syndrom taniej coli i ślad po niej nie zostaje, szkoda bo było tak ładnie. Kolor mamy jasnosłomkowy i klarowny. A co w aromacie? no chmiel niby jest ale takie to biedne i połączone z lekką metalicznością. Piwo ma 5,8 % alkoholu więc do słabeuszy nie należy ale za tą mocą nic w aromacie nie idzie. Aromatów słodu ciężko się w tym wynalazku doszukać. Teraz pijemy. Powiem tak, goryczka jest praktycznie zerowa, aromat chmielowy bardzo nikły ale mamy tu jakąś taką dziwną kwaśność i cierpkość i to chyba wina dużej ilości żelaza w tym piwie a i dms też znajdziemy. Ta kwaśność wszystko psuje. Nasycenie o dziwo jest na poziomie średnim do małego i to trochę ratuje to piwo. Czy się różni w smaku od typowego Harnasia? tego nie wiem bo nie pijam takich piw na codzień. Czy warto spróbować? chyba raczej nie... myślę że nie warto, Piwo oceniam na bardzo marne,,, kiepskie to piwo.

poniedziałek, 23 marca 2015

Petrus 6 Belgian Speciality Ales Box - " the key to heaven....."



Pora na większy artykuł. Spore wyzwanie przede mną bo osobiście to pierwsza taka większa przygoda z belgijskimi piwami. Wiedziałem że na tygodniu belgijskich piw pokaże się kilka Petrusów ale boxa się nie spodziewałem ale wszystko po kolei....Potraktowałem to jako ciekawą opcję na dokształcenie się i poznanie paru nowych smaków.

Znając się już troszkę na rzeczy piwa ułożyłem według sztuki degustatorskiej by nie zepsuć sobie wrażeń i fajnie że piwa są w butelkach 0,33 ml bo przy takim pisaniu można się nieźle znieczulić :)  Piwa belgijskie należą do tych mocniejszych. Box zawiera 6 piw górnej fermentacji i dziwne że żadne z nich nie jest belgijskim witbierem. Trochę szkoda ale i tak jest ciekawie. No to lecimy..ps. na etykiecie widzę napis: the key to heaven..... mam nadzieję że nie będę go miał jak wypiję je wszystkie hehe....

Na pierwszy ogień otwieram Petrus Speciale. Piękny, klarowny bursztynowy kolor i naprawdę niezła biała piana która na początku była piękna i drobna. Później dość szybko znikła pozostawiając po sobie ładną warstewkę na powierzchni piwa. Bardzo ładnie to wygląda. Wącham i mimo że aromat nie jest za bujny wyczuwam karmelowe i pomarańczowe nuty. Mam wrażenie że jest też lekki alkohol w aromacie mimo że mamy go tu w ilości 5,5 % alk. Wyczuwalny jest też lekko chlebowy aromat. W smaku jest ciekawie, kwaskowate nuty suszonych owoców łączą się z dość sporą goryczką i karmelem. Tu naprawdę czujemy chmiel. Mimo że piwo należy do tych słabszych w zestawie to i tak ten typowy aromat pieprzu też tu znajdziemy. Nasycenie jest dość spore ale i tak to pasuje do tego piwa. Pije się nieźle i jest to fajne wrażenie że nie jest to typowy lager których jest pełno na sklepowych półkach. Naprawdę obiecujący początek. Mam nadzieję że następne piwa będą równie ciekawe. Pora na następne.



Następnym w serii będzie już klasyka a mianowicie Petrus Blond o mocy 6,6 % alk. Apetyt rośnie w miarę jedzenia więc otwieramy :) Ale na początek taka szybka myśl o etykiecie, Mi osobiście zawsze belgijskie piwa kojarzyły się z czym dostojnym i uduchowionym, A tu mamy dość niepoważny infantylny wizerunek mnicha na komiksowej kresce i takich właśnie kolorach. Nie chcę narzekać jak jakiś Kopyr ale jakoś nie leży mi ten rubaszny styl :) No ale w tym przypadku bardziej liczy się wnętrze więc lecimy z tematem. Kolor mamy tu jasno złoty i jest bardzo klarowne. Niestety mocno zawiodłem się na pianie, Na początku ładna gęsta a później w bardzo szybkim czasie zniknęła dziurawiąc się i zachowując jak na taniej coli. Przykry to widok. Niby wyższy ekstrakt a na słabszym wcześniejszym piwie zachowywała się ładniej, dziwne. W zapachu mamy więcej słodów i ostrych przypraw połączony z chmielowym aromatem. Ale za to w smaku dzieje się fajnie. Spora słodowość, słodkość połączona z aromatem chmielu i lekką ostrością przypraw. Gładkie ze średnim nasyceniem i naprawdę fajnie pijalne. Niby nic specjalnego ale różniące się od pierwszego, Tu mamy więcej ciała i słodowości co bardziej pasuje mi do tych belgijskich piw. W bardziej wytrawnych średnio mi to leży. Piłem już kilka blondów i ten chyba jakiś taki najciekawszy. 


I ostatnie jasne w stylu złotego tripla o nazwie Petrus Goulden Tripel o mocy 7,5 % alk. Niestety znów fatalna piana która zachowuje się jak na wcześniejszym piwie więc nie ma sensu tego opisywać. Kolor piwa jest blado złoty i lekko opalizujący. Odpowiada za to dodatek pszenicznego słodu do zasypu. Wącham i czuje typowy aromat belgijskich drożdży, słody i troszkę owoców, pszenicznych aromatów jakoś nie wyczułem. Co ciekawe po jakimś czasie wyczułem też delikatną nutkę wanilii więc to może być zasługą tej pszenicy. Pierwszy łyk okazuje się dość ciekawy, Czuć lekkie nuty alkoholowe które dodają sporo mocy i lekka słodkość. Potem spotykamy się z lekką słodkością. Co ciekawe ogólne wrażenie jest dość wytrawne i kojarzy się właśnie z piwem pszenicznym. Nasycenie jest dość spore i niestety po lekkim ogrzaniu za mocno wychodzą bardziej alkoholowe nuty. Na pewno jest inaczej niż w opisanych wyżej piwach. I muszę powiedzieć że najmniej mi się podoba, Przypomina bardziej dubeltową pszenicę niż jasnego tripla. A teraz będzie ciekawiej i zaczynamy następną trójcę piw ciemnych.


A tym piwem jest Petrus Oude Bruin i powiem wam że takich aromatów w moim blogerskim życiu jeszcze nie spotkałem, To piwo naprawdę czuć beczką. Dębowe nuty które kojarzą się z wanilią, winne aromaty. Zapach mnie rozwalił i to dosłownie, wiem że są lepsze piwa leżakowane w beczkach ale dla takiego początkującego jak ja w tym temacie bardzo mi to wystarcza ! Wydaje się mocno alkoholowe ale ma tylko 5,5 % alk. Kolor mamy tu rubinowy i bardzo winny w obiorze, Piana w końcu ładniejsza, drobna i mimo że szybko znika to osadza się na powierzchni piwa i utrzymuje się dość długo. Teraz najważniejsze czyli aromat. I tu dzieje się naprawdę fajnie. Piwo jest dość łagodne ale aromat mi bardzo podpasował. Jest wiele winnych nut typowych dla półwytrawnego wina, mamy lekką kwaskowość połączoną z nutami charakterystycznymi dla piw leżakowanych w beczkach, czyli lekka wanilia i trochę dębowych tanin. No jak dla mnie to piwo jest do tej pory największą rewelacją w tym zestawie. Można też się doszukać chmielowej goryczki co nadaje typowego piwnego charakteru. Piwo ma spore nasycenie które w tym połączeniu bardziej kojarzy się z musowaniem. Czuć tutaj że piwo ma swój charakter i jest dobrze zrobione, Etykieta w końcu trafiona bo niby nie pokazuje za wiele ale trafia w styl. Robi mi to smak na inne np, bardziej kraftowe wersje tych piw, może kiedyś doczekamy się jakiegoś koncerniaka w tym stylu? Może kiedyś....

Przedostatnim będzie Petrus Dubbel Bruin o mocy 6,5% alkoholu. Po ostatnim piwie zrobił mi się smak na coś lepszego. Czy tak będzie? to się okaże...Od razu z góry przepraszam za jakość zdjęcia, wolałem dać byle co mojego autorstwa niż podbierać fotki od wuja google... no cóż blog jest jeszcze non profit i nie stać mnie na coś lepszego ale jak już nie raz powtarzam liczy się wnętrze. Leje do szkła i widzę ciemny mahoniowy kolor, ładnie to wygląda i ładna beżowa piana też cieszy oko, zachowuje się tak jak te lepsze na wyżej opisanych piwach. W aromacie to typowy ciemny dubel. Mamy tu słodkawy aromat w którym znajdziemy suszone owoce, karmel i odrobinę czekolady ale jest to wszystko bardzo nikłe, co ciekawe wyczuwalny jest też lekki aromat orzechów laskowych plus belgijskie drożdże. Ciekawi mnie jak to będzie smakowało. A to ciekawe, To piwo też jest interesujące. Czuć melanoidynowe aromaty czyli przypieczony spód ciasta i karmelowe nuty, czekolada której jest tu dość sporo. Mam wrażenie że jest tu sporo diacetylu który nadaje temu piwu lekko czeski charakter. Ogólnie jest dość słodowe i średnio nasycone co nadaje fajnej pijalności. Pije się lekko i przyjemnie i czuć fajną gładkość i aksamitność w ustach. Według mojej opinii to drugie piwo które zasługuje na wyróżnienie w tym zestawie. I naszła mnie taka ciekawa myśl. Te dwa piwa które najbardziej mi smakowały w jakiś tam sposób różnią się od typowych belgów. Ogólnie nie przepadam za piwami belgijskimi i może dlatego tak mi posmakowały... I na finisz najciekawsze według mnie i najmocniejsze piwo w tym zestawie....

Jak zauważyliście nastąpiła zmiana szkłaa w nim Petrus Aged Red, ale  dzięki temu też miło to wygląda. Wiadomo że nie widać ale piwo posiada ładny ciemno wiśniowy, brunatny kolor, Przy takiej mocy i ciemnych słodach mam nadzieję że ten wiśniowy sok mocno nie skwasi tego piwa ale zobaczymy....W aromacie mamy masę wiśni ale dla mnie ten aromat jest za winny i za landrynkowy, brakuje mu świeżości i rześkości ale i tak czuć że jest go sporo. Tu mimo że na etykiecie napisali że piwo jest leżakowane w beczce te aromaty są mocno zagłuszone przez ten sok. Kurczę niby słodko ale ciekawi mnie ten pierwszy łyk no to lecimy... Hmm i jest fajnie, Znów jest winnie i coś co mi się kojarzy z octem balsamicznym. Jest balans miedzy słodyczą a kwasowością ale dla osób z wrażliwym żołądkiem może to być za duże przeżycie, zaga murowana. Chmielu nie ma co się doszukiwać ale dla niedowiarków: jest tu napewno :) Nasycenie jest dość niskie ale co ciekawe nie czuć wcale mocy której mamy tu aż 8,4 % alk !!! To piwo jest tak wybitnie ułożone że aż zastanawiam się nad kupnem jeszcze jednego takiego boksu by akurat to piwo odłożyć sobie do leżakowania, No i trzecie ciemne piwo które na pewno zainteresuje fanów piw ciemnych jak i porterów. Bardzo polecam. Tu nacisk położony jest na balans kwasowości ze słodyczą i jest to ciekawa alternatywa dla porterów bałtyckich, może jakiś sour baltic porter leżakowany w beczkach???

Podsumowując był to bardzo udany zakup, parę fajnych wrażeń i raczej obyło się bez dużej klęski. Ten box można potraktować jako taką małą podróż po belgijskich piwnych stylach, myślę że nikt się nie zawiedzie, czuje się tym zmęczony ;)
,





czwartek, 19 marca 2015

Bojan Maorys

               To piwo chyba na mnie czekało. Nie wiem ile ich było w sklepie ale miło mi się zrobiło że trafiłem na ostatnie piwo o którym sporo się teraz pisze. A mianowicie Bojan Maorys. Jest to żytnie IPA na nowozelandzkim chmielu. Z piwami żytnimi nie miałem za dużo do czynienia a były to Apetyt na życie, ŻytorilloDeep Love. Nie za wiele ale wiem czym się takie piwo powinno charakteryzować. Rzut oka na etykietę i muszę powiedzieć że to najładniejsza etykieta z serii piw z Bojanowa jeśli nie w ogóle z całego portofolio BJR. Lepszej jakości papier niż zwykle plus pasujące do charakteru tego piwa grafiki nawiązujące do sztuki ludowej z Nowej Zelandii. W składzie znajdziemy: słody : carared, karmelowy ciemny, pilzneński, pszeniczny, żytni jasny, melanoidynowy a chmiele to Magnum, Mosaic, Kohatu, Motueka. Kurczę sporo tego i ładnie to wygląda co przy mocy 5,5 % alkoholu i 15% wag, ekstraktu może się wydać fajnym piwem.


      Lejemy do szkła i widzimy ładną drobną pianę która utrzymuje się do samego końca  i ciemnobursztynowy kolor. Jest mętne wręcz błotniste co według znawców nie powinno mieć miejsca bo piwa żytnie powinny być klarowne ale mi to się bardziej podoba. Wygląda solidnie i nadaje to charakteru. Zapach jest interesujący, owocowy i przywodzi na myśl białe owoce plus aromaty zbożowe. Pierwszy łyk i dalej jest ciekawie, piwo jest cholernie gładkie i średnio nasycone co fajnie podbija pijalność. W smaku mamy powtórkę z aromatu plus zaznaczoną dobrze goryczką o żywicznym profilu. Finisz mamy lekko kwaskowaty i zbożowość którą mamy z żyta. To ciekawe bo spodziewałem się czegoś słodszego. Właśnie to żyto nadaje temu piwu charakteru i ciała. Wydaje się gęste i esencjonalne.

          Ciekawi mnie jak do tego piwa podejdą piwni janusze. Już mam parę opinii że co to w ogóle jest, skiśniete jakieś albo co. Osobiście uważam że to piwo jest przeznaczone dla początkującego piwosza który chce spróbować czegoś innego lub już dla takiego o poziom wyżej który nie ma w okolicy nic lepszego a Bojan Maorys będzie pod ręką. Już wiem że na jednej butelce się nie skończy i z ochotą napiłbym się jeszcze kilku Maorysów a Jankesem kończąc. Fajnie się w tym Bojanie zaczęło z początkiem roku.



środa, 11 marca 2015

Wojtek z browaru Beartown


Mogę powiedzieć że po raz kolejny wypiłem kultowe piwo. Oczywiście w pewnych kręgach bo dostęp do tego piwa był dość ograniczony. Tym bardziej się tym jaram. Historię tego piwa zna chyba większość piwnych geeków ale nie tylko tacy mnie czytają więc w kilku słowach wyjaśnię o co mniej więcej z tym Wojtkiem chodzi. Wojtek był znaleziony w Persji czyli obecnym Iranie w 1942 roku syryjskim niedźwiedziem brunatnym adoptowanym przez żołnierzy 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2gim Korpusie Polskim dowodzonym przez gen. Andersa. Niedźwiedź brał udział w bitwie o Monte Cassino. W jednostce nadano mu stopień kaprala. No i co ważne i znaczące misiek lubił piwo. Był swoistą maskotką, nosił pociski artyleryjskie, po demobilizacji Wojtek wylądował w ZOO w Edynburgu w którym został do1963 roku, o jego śmierci poinformowały wówczas angielskie stacje radiowe. Symbolem jednostki został misiek targający pocisk artyleryjski. Tyle historii, pora napisać coś o piwie,

Piwo Wojtek zostało uwarzone w angielskim browarze Beartown w stylu golden ale. Alkoholu mamy tu 5 % a do produkcji piwa użyto wody, chmielu, jęczmienia i słodu. Szkoda że pod tym względem angielskie etykiety są bardzo oszczędne ale nic to, tu bardziej liczy się zawartość.

Po przelaniu do szkła zobaczyłem piwo w kolorze złota z ładną drobniutką pianą. Towarzyszyła mi do samego końca. Wącham i czuję przyjemny aromat chmielowy co jak na piwo w stylu angielskim jest dość ciekawą rzeczą, to chyba moje pierwsze angielskie piwo tak konkretnie nachmielone, z ciekawości sięgnę kiedyś po inne piwa z browaru Beartown by sprawdzić czy u nich to zwykle praktykowane. Ta chmielowość jest bardzo cytrusowa, szkoda że nie można się dowiedzieć jakie to chmiele. Znajdziemy też tu sporo karmelu co jest już typowe dla wszystkich piw w typie ale z Anglii. Całość sprawia bardzo świeże wrażenie.

Smak piwa to kontynuacja tego co znalazłem w zapachu. Jest chmiel, karmel, spora baza słodowa która w połączeniu z ciekawą i sporą goryczką daje naprawdę niezłe piwo. Tropikalne owoce przywodzą na myśl nawet jakieś piwa w stylu AIPA a to dzięki temu że w smaku tych cytrusów można odnaleźć nuty mandarynki, lionki grapefruita ( nie wiem jak was ale mnie doprowadza do jakiejś pasji jak widzę napis na sokach, piwach napis: grejpfrut, wcale mi nie pasuje polska pisownia tego słowa) doszukałem się że informacji że takich efekt chmielenia daje Sorachi Ace. Końcówka jest półwytrawna i goryczkowa. Nasycenie średnie do niskiego co fajnie podnosi i tak mega pijalność.

Mi smakowało, jeśli macie gdzieś jeszcze okazję spróbować tego piwo to bierzcie w ciemno, nie zawiedziecie się.

Ciekawostką też jest to jakaś tam suma ze sprzedaży tego piwa idzie na Animal Asia, organizację która walczy z barbarzyńskim traktowaniem niedźwiedzi, zacny to cel.





czwartek, 19 lutego 2015

Żywiec APA



W końcu moja kolej. Koncern zabrał się za coś co bym nazwał hmmm pozyskaniem konsumentów z tak zwanego nowofalowego, rzemieślniczego nurtu piwowarstwa. Czy im się to udało? No nie udało. Mimo dobrych chęci i entuzjazmu z jakim to piwo weszło na salony wszystko na tych chęciach się skończyło, ale po kolei.

Na początku widzimy etykietę znaną nam z całej żywieckiej serii czyli białe, marcowe, koźlak i porter. Utrzymana jest w kolorach które to niby mają nawiązywać do chmielu, ok, jakoś to wygląda i nawet przyciąga uwagę. Na etykiecie mamy morskie opowieści na temat " intensywnego" chmielenia w stylu Pale Ale z nutą cytrynową. WTF ? :D z cytrynową nutą? Nie ma ani słowa że te aromaty wynikają z chmielenia amerykańskimi odmianami chmielu. Namieszali tym " januszom" w głowach i teraz co znam już z autopsji przyłażą takie janusze do barów proszą o to piwo co " chyba z cytryną jest". bez komentarza...  O wiele więcej dowiemy się z krawatki. Moc piwa to 5,4 % alk, przy ekstraktcie 12,5 % wag. więc to całkiem dobrze odfermentowane piwo, powinno być całkiem pełne. W zasypie znajdziemy takie słody jęczmienne jak: monachijski i karmelowy, słód pszeniczny a chmiele to: Chinook, Citra, Amarillo, Magnum i Centenial. Naprawdę dobrze to wygląda ale znów o tym później. Dowiadujemy się też że mętność jest naturalną cechą produktu. Chodzi o brak filtracji? ciężko ogarnąć ich tok rozumowania.

Otwieramy i lejemy do szkła...Zapach jest dobry, wyczuwamy nuty amerykańskiego chmielu. Trochę żywicy, białych owoców, iglaki i odrobiną słodów. Może lekki diacetyl? takie mam wrażenie, Pierwszy łyk, drugi i trzeci i szukam tej goryczki i wiecie co nie znalazłem a szkoda bo przy takim gatunkowym bogactwie amerykańskich chmielów odnosi się wrażenie że poszedł on na smak i aromat. Zero goryczki którą tak obiecywali. Nie mówię że jest to złe piwo. Nie ma wad, diacetyl choć minimalny to jednak jest, na szczęście nie ma żadnego DMS-u co byłoby fatalne dla tego piwa. Po lekkim ogrzaniu bardziej wychodzą słodowe akcenty i lekki karmel. Nasycenie jest średnie co pasuje, już cieszę się na letnią porę z tym piwem gdy nie będzie nic innego do spróbowania a sklepy specjalistyczne daleko.  Smakuje mi i daje namiastkę czegoś co można uznać za gonienie nowych trendów ale wystarczy kupić jakiekolwiek inne piwo w stylu APA  z jakiegokolwiek browaru rzemieślniczego browaru a o piwowarach domowych nie mówiąc by wyczuć dużą różnicę w goryczce właśnie. Piwo jest treściwe w smaku, po prostu SMAKUJE co jest i tak dużym osiągnięciem jak na piwo koncernowe. X razy wolę je wypić od każdego innego koncerniaka. Pasuje do piccy, grilla czy chociażby zwykłego obiadu. Autentycznie lubię ich wypić kilka po kolei jak zdarzyło mi się to w sobotę w Lublinie ale była to wersja z beczki którą też polecam i tak samo dobrze smakuje to pierwsze jak i ostatnie czwarte. Jak pisałem wyżej nie ma co porównywać tego piwa z innymi APAmi bo nie ma to najmniejszego sensu ale spróbować można. Po premierze tego piwa podniosły się głosy że jaki to koncern zły, małpuje od maluczkich i chce się wkupić w łaski beer geeków... bzdura. Tylko my którzy już popróbowaliśmy czegoś lepszego nie powinniśmy się nad tym piwem rozpływać, Ot koncernowi udało się wypuścić coś co da się pić i akurat wstrzeliło się w obecne trendy. Jednym zagrożeniem jest to że przejmą z rynku chmiel którego i tak nie jest za dużo i w tym jedyny problem. A plus?  plus jest taki że jak ktoś kumaty wpisze sobie w google  co to ta cała APA i wyskoczy mu cała bogata oferta piw rzemieślniczych to będzie wiedział co może kupić następnym razem. Co dziwne o tym nasi przywódcy browarów rzemieślniczych nie pomyśleli i lepiej pieprzyć coś o wojnie zamiast być wdzięcznym koncernowi że sami naganiają im klientów. Według mnie warto spróbować z dwóch powodów, pierwszy to taki by laik zapoznał się z nowymi smakami, trendami a drugi to taki że ten koncern wcale nie taki zły. Tyle w tym temacie. Kupiłem dziś parę butelek tego piwa :)